Za namową wiadomego serwisu, który ostatnio stara się udowodnić, że jednak nie umarł wysłuchałem EPki przedstawicieli warszawskiej sceny indie, czyli Rotofobii. Redaktor Michalak bardzo dyplomatycznie i jedynie aluzyjnie wypunktował ten zespolik, mnie na szczęście żaden konwenans nie zatrzymuje w napisaniu jednego, dobitnego słowa. Brzydkie jest, ale cóż poradzić? Jakim innym słowem wyrazić można wycie grafomaństwem podszyte, jakieś taneczno-elektroniczne reminiscencje w tle (indie w końcu, nie?), gitary, których forma jest już do wyrzygania zużyta, wtórna do bólu? Chujowe. Tak właśnie. Stronę internetową mają fajną, ale na tym koniec. Zdecydowanie nie polecam.
Rotofobii strona www.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 komentarz:
bedziesz wielkim krytykiem stary. spelniasz wszelkie wymogi- jestes sfrustrowanym niedoszlym artysta ktorego trawia wlasne kompleksy i w swej bezradnosci i poczuciu odrzucenia przez swiat wypluwasz z siebie belkotliwe efekciarskie zdania. musi niezle tracac gownem w twoim domu bo pewnie tak sie spinasz przed napisaniem kolejnego farmazona ze zwieracze nie wytrzymuja. pozdro
Prześlij komentarz