poniedziałek, 19 listopada 2007

Wu - Tang Clan ain't nothin' to fuck with?

Po tym, gdy gruchnęła wieść, że Wu-Tang Clan scoveruje "While My Guitar Gently Weeps" stwierdziłem, że chyba kolega klanowiec Geniusz trochę przegiął z pomysłem. Danger Mouse i jego Szary Album pokazał, że pomysł zderzenie Fabfour z walcem świata emsis i bitów może byc niestrawną pożywką na zasadach ekscentrycznego udowodnienia, że "się da". Czy "się dało" w wypadku chłopaków z Wu-Tang Clan? Że niby Erykah Badu śpiewa, Frusciante z synem Harrisona wiosłują i ma nas to jarać? Taki pełen sceptycyzmu w sobie posłuchałem pierwszy raz. Drugi. Trzeci. Reakwon nie wyrabia, nie daje rady innymi słowy. Ghostface - wiadomo ("that bitch is crazy" na melodii - profanacja, czy puszczanie oczka udane?), Method toż samo (ten gość mógłby mi czytać rachunek z warzywniaka i tak chcę go słuchać). Bit... Ciężki orzech - na pewno za dużo gitary (jęczy w tle, schowana, ale działa na nerwy nie raz i nie dwa), ale zagrane to z polotem i Eryką, która tutaj dodała soulowego posmaczku. Tak słucham i nie wiem... Profanacja to nie jest, użycie melodii od Fabfour gwarantuje miejsce w pamięci słuchacza na 12 godzin, więc tragedii nie ma. Jednej rzeczy pojąc nie mogę: czemu służy taki crossover na x zmiennych? Jeżeli tak ma wyglądac "8th Diagrams" (lista gości optymistycznie nie nastraja), to ja wracam do 36 Komnat. Bring Da Madafakin Rakasssss!!!!

http://www.youtube.com/watch?v=OKI8s7NDrhs