Gang Gang Dance - Saint Dymphna

Truizmem jest to, że zespoły z New York są spoko. Są i wszyscy to wiemy. GGD nagrali świeżą, intrygującą płytę, pełną eklektyzmu, co jest standardem (przekrój od electro-popu, poprzez noise do grime'u), ale ten standard zapełnili rzeczywiście pięknie - udziwnienia pokrywające melodie sprawiają, że tej płyty chce się słuchać i słuchać. Obczajcie 'House Jam', albo 'Princes' - no nie ustoisz i co panie poradzić.
Atlas Sound - Let The Blind Lead Those Who Can See But Cannot Feel

Cóż, jak rok poprzedni był rokiem Pandy Beara, tak ten zdecydowanie należy do Bradforda Coxa. Atlas Sound to pozycja magiczna, pokazująca, że za pomocą muzyki można rzeczywiście tworzyć krainy zbliżone do baśni braci Grimm, przetworzone dodatkowo przez solidną dawkę LSD i grzybków. 'Let The Blind Lead Those Who Can See But Cannot Feel' wysyła nas w takie przestrzenie, gdzie łatwo można stracić poczucie czasu. Magiczna płyta.
Deerhunter - Microcastle/Weird Er Cont.

Kolejne dziecko Bradforda Coxa, tutaj razem z zespołem. Po znakomitym albumie 'Cryptograms' Cox chyba mocniej wziął się za liderowanie zespołowi i na 'Microcastle' bardziej czuć jego atlassoundowe zapędy. Dla niektórych do wada, ale odejście od eksperymentalno-gitarowych brzmień na rzecz rozmytego klimatu i quasi-popowych faktur wyszło Deerhunterowi na zdrowie. Przejmujące studium samotności.
Tv On The Radio - Dear Science

Sitek i spółka udowadniają, że w materii rocka da się zrobić jeszcze coś ciekawego, bez odwoływania się do popieprzonych dźwięków punkowych połamańców (vide We Vs The Shark, które jak najbardziej lubię, żeby nie było). Dear Science zachwyca aranżacjami, brzmieniem, ale też i pomysłami na utwory. Adebimbe śpiewa se se, więcej tu tanecznych rytmów i innych fajowych patentów. Cóż, po prostu zajebista płyta.
Flying Lotus - Los Angeles

Hm, dla mnie to jest urban music. Posępne, intrygujące, rozbudowane. Jak miasto. Niejaki DJ Shadow kiedyś dał nam wzór mrocznej, miejskiej muzyki. Dziś najlepiej ten wzór wypełnia Flying Lotus. Zdecydowanie najlepszy soundtrack do komunikacji miejskiej. A , i do domu tyż.
Kanye West - 808s And Heartbreaks

He, ten wybór i poniższy także, to takie moje w sumie guilty pleasures. Kanye nagrał zajebistą popową płytę, która mnie przekonała nie tylko chłodnymi, melancholijnymi pasażami dźwięków, ale też i radosnymi elementami, takimi jak chociażby electro-popowe 'Paranoid'. Fajna, popowa płyta (choć smutna).
Someone Still Loves You Boris Yeltsin - Pershing

Dla miłośników bezpretensjonalnego, gitarowego popu lat 60-tych ten album jest miłym prezentem. Dodatkowo zawiera singiel roku, czyli 'Think I Wanna Die', he. Bardzo sympatyczna płyta, z piosenkami, które wprost przymilają się do słuchacza. Tylko tyle i aż tyle. No i czy znacie bardziej rozbrajającą nazwę zespołu?
Air France - No Way Down EP

Drugi rok z rzędu mamy do czynienia z EPką, która rozwala (w zeszłym roku Tigercity, dla tych, co nie pamiętają, czy coś). Tych kilka utworów, w których sample hulają niczym na niezapomnianym 'Since I Left You', to ładne popowe konstrukcje, które wręcz uzależniają od swojego fantazyjnego kształtu. 'No Excuses', czy 'Collapsing At Your Doorstep' ("It's like a dream? No, better.") to bezwzględne urzeczacze. Czekamy na pełnoprawny album, zwany również longplejem.
Lil Wayne - Tha Carter III

Hej panie Carter coś pan robił? "I've been hustlin'." Hu, a co jeszcze? "Wyjebałem najlepszą płytę ever, ja sam też jestem najlepszym raperem, best rapper alive nigga!" To raczej wątpliwe, ale pomijając samą postać pana Cartera (który jest tak w sumie pajacem i bufonem) to naprawdę dobra płyta, nie słuchajcie opinii rap-ortodoksów, heh.
The Bug - London Zoo

'London Zoo' to pomnik wystawiony londyńskim klubom, z dancehallem, 2stepem, dubem i szczyptą dubstepu na zaprawę. Futurystyczne, głębokie dźwięki, znakomita produkcja, grono porządnych nawijaczy - ta płyta buja i kiwa. Na bibę jak znalazł, a i po mieście się dobrze przy niej łazi, znaczy street spirit po raz drugi (vide Flying Lotus).
__________________________________________________________________________________________________________
Uff, jak widać wiele tu zabrakło. Owszem, Fleet Foxes, Cut Copy i tym podobne hajpowane zespoły, wydały fajne płyty, ale... Subiektywnie wybrałem co fajniejsze i tyle. Żadnej filozofii w tym nie ma, za to zastanawia mnie filozofia Pitchforka choćby, który zestawienia robi chyba za pomocą najebanych Ewenków.