czwartek, 16 października 2008

Animal Collective, Jazz Club Hipnoza, Katowice, 13.10.2008



Do dziś nie do końca wiem, co się stało w poniedziałek. W pewnych momentach koncertu byłem zdruzgotany Absolutem sączącym się ze sceny, a w jeszcze innych - byłem trochę znudzony rozmytymi aranżami, a do tego dochodziło dziwnie zachowujące się nagłośnienie... Niemniej jednak, bogowie niezalu mnie nie zawiedli. Zaczęli od Chocolate Girl, oczywiście w odpowiednio chorej aranżacji, i już wiedziałem, że mamy przejebane, że nie uciekniemy z rąk tych popapranych, cybernetycznych szamanów. Geologist jako jedyny przejawiał jakieś ludzkie odruchy, bo czasami uśmiechnął się spod lampki, Avey z obłędem w oczach wył, grał, śpiewał, miotał się, Panda pochylony nad swoimi zabawkami wyglądał jak Christopher Walken w "Łowcy Jeleni", ale już w Wietnamie, ze spluwą przy skroni. Przy pierwszych dźwiękach Comfy In Nautica większość sali chyba szczytowała (nie wiem, wnioskuję po odgłosach), przy Peacebone ciężko było się nie miotać w konwulsjach. Później Fireworks, czyli moment magiczny, gdy wszyscy podśpiewywali z Aveyem główny motyw. Sam kawałek przerodził się w psychodeliczny jam, by powrócić do głownej struktury utworu. Miazga. Gdzieś jakieś szczątki Who Could Win The Rabbit, gdzieś z hałasu wyłania się Leaf House, gdzieś jakieś dźwięki z ostatniej EPki. Dekonstrukcja własnej twórczości, reinterpretacja szamanizmu i prymitywizmu, a w skrócie- jedno z najważniejszych wydarzeń muzycznych w Polsce w tym roku.

sobota, 11 października 2008

Termanology - Politics As Usual



Trochę długa ta wakacyjna przerwa tutaj była, ale na tyle się ustabilizowałem, że walnę czasme jakąś reckę, o ile czas pozwoli (teraz się dramatycznie skurczył). Wahałem się, czy napisać o Returnersach z El Da Sensei, czy raczej o chłopaku z najfajniejszego miasta świata (w którym nigdy nie byłem, huh), ale trauma po odwołanym koncercie połówki Artifacts we Wrocławiu skłoniła mnie do Termanology. No cóż, chłopak jest konkretny. "So Amazing" kładło na łopatki bitem Premiera (skąd on bierze te sample?), ale i Term każdym swoim panczem wywoływał uśmiech na twarzy - masa nawiązań i niewinnych, zgrabnych zaczepek (choćby do Dre). Stąd i oczekiwania wobec "Politics As Usual" były naprawdę spore. Zacznijmy więc od bitów. Te są "spoko loko", z zadatkami na wybitne. Primo wyciągnął chyba jakąś perełkę z czasów "Sun Rises In the East" i podkład do "How We Rock" z Bunem B na ficzuringu urywa dupę. O "So Amazing" już była mowa, trzecim biciwem od Premiera jest całkiem porządny "Watch How It Get Down", ale tutaj pierwsze skrzypce gra Term, który nawija w super szybkim tempie najlepsze zwrotki na płycie, co i rusz wprawiając gawiedź stan, który wyraża popularne u nas powiedzenie "o kurwa!", z otwarta japą najczęściej. Nottz dał dwa lajtowe podkłady - po "Float" ręka sama sięga po spliffa, a "Please Don't Go" ze swoim sympatycznym refrenem siedzi w głowie i wyjść nie chce - i do tego przyciężkawe "Drugs, Crimes, Gorillaz", który jest dla mnie najsłabszym bitem na płycie, co nie znaczy, że złym. Alchemist na swoim poziomie kroczy niczym Godzilla w "Hood Shit". Warto tu wspomnieć, że po sofcikowym "Please Don't Go" album wkracza na terytorium uzbrojonych w odpowiedni kaliber bitowy ulicznych klimatów. Bit Hi-Teka do "In the Streets" brzmi stosownie do nazwy kawałka, a "We Killin Ourselves" Pete'a Rocka świetnie oddaje mniej wesołe rejony Nowego Jorku. Tyle o muzyce, czas na dźwięki gardłowe. Termanology ma bardzo szeroki zasób stylu, a przy tym zajebiste skillsy. O "Watch How It Get Down" już pisałem - zwolennicy technicznych jazd a'la Esoteric będą zadowoleni. Term jest w każdych warunkach świetny - czy to skanduje z manierą Evidence'a w "Hood Shit", czy płynie na lajcie pod nottzowe hiciory, czy kozaczy w "So Amazing" - za każdym razem wchodzi w bit z precyzją Concorde'a podchodzącego lądowania (czy coś w tym stylu). Teksty - hmmm... Trueschool, panie, truskul. Ulica, "keep it real", bragga i tego typu historie, czyli w normie. Niektóre follow-upy robią wrażenie (choćby w "Hood Shit" i w wielkim hymnie na cześć hip-hopu jakim niewątpliwie jest "So Amazing"), chłopak oprócz skillsów ma pomyślunek i to się chwali. Podsumowując - "Politics As Usual" to naprawdę świetny kawałek prawdziwego rapu. Przy Carterze Trzecim zastanawiałem się nad tym, co to z truskulem kiedyś będzie, ale póki będa pojawiać się gracze w typie Termanology, to i za 20 lat z chęcią sięgnę po album, który będzie miejscami brzmieć jak połow lat 90-tych.