wtorek, 27 listopada 2007

Muchy - Terroromans



Na to wydarzenie czekało wielu ludzi. Niecierpliwie sprawdzaliśmy playlistę itd. Wreszcie - odpakowanie z folii, umieszczenie w discmanie i...
Ladies and gentleman we have a winner! Takiej płyty kulawa i ułomna w swym zaściankowym szyku Polska dawno nie widziała. Melodie, aranżacje, teksty przede wszystkim - czuję, że obcuję z czymś ważnym, z czymś, co stara się przedefiniować pojęcie polskiej alternatywy. Karierę wreszcie kończy Pidżama Porno, Muchy wydają płytę - symbolizm popkulturowy działa. Oczywiście nie porównuję Much do kałowej Pidżamy. Estetyka warszawskiego tria prowadzi nas w zupełnie inne rejony, gdzie nie ma wstępu urżnięta, małomiasteczkowa gawiedź w wieko ok. 15 lat. Mógłbym pisać tu o tekstach, o "zatańczymy jak owady/ przy zakurzonej żarówce/najlepiej na obcasach/i po dużej wódce" i innych genialnych momentach Wiraszki, mógłbym pisać o "Brudnym śniegu" i innych, nowych aranżacjach znanych na pamięć z wcześniejszych wydawnictw piosenek - ale po co? Każde polskie domostwo niech się zaopatrzy w "Terroromans", a zakłady pracy kolektywnie zakupić powinny po egzemplarzu dla pracowników. Wracam do słuchania, co też polecam każdemu.

Brak komentarzy: