piątek, 6 czerwca 2008

Fleet Foxes - s/t




Za oknem słońce zachodzi i rzuca promienie na bloki, a w tle Fleet Foxes. Często warunki, w jakich poznajemy muzykę mają spory wpływ na jej ocenę. Fleet Foxes wszędzie brzmią świetnie. EPka "Sun Giant" miała swoje słabsze momenty, ale narobiła sporego zamieszania w moich uszach. Znowu alt-folk, ale z cudownymi inklinacjami do melodii lat 60-tych, harmonie wokalne, klimaty zbliżające zespół do barokowego popu, wszystko to składa się na wartość Fleet Foxes. Czasami Simon i Garfunkel spotykający Love z "Forever Changes", czasami aranże przypominające Beach Boys z okresu dojrzałości. Debiut chłopaków z Seattle nie jest ani nowatorski, ani odkrywczy, ale czy w 2008 roku ktoś obiera te kategorie za podstawowe przy ocenie płyt? Kolejnym atutem selftitla Fleet Foxes jest czas trwania. Formuła takiej muzyki może zmęczyć i np. mnie 60 minut "Visiter" Dodos zmęczyło. Tutaj nie ma o tym mowy - 11 utworów, większość ujęta w klasyczne ramy 3 minut z hakiem - wystarczająco, by zachwycić się melodiami i harmoniami, by nasycić uszy magiczną podróżą w krainę łagodności i nie poczuć przesytu. Album jest też bardzo równy, praktycznie każdy utwór stanowi o jego sile, mnie natomiast najbardziej przypadły do gustu Heard Them Stirring i Your Protector, z cudnym wokalnie intrem. Jak do tej pory debiut Fleet Foxes jest jedną z najlepszych propozycji muzycznych tego roku, który, powiedzmy szczerze, do najlepszych (przynajmniej na razie) nie należy. Zwróćcie też uwagę na okładkę - "Przysłowia niderlandzkie" Pietera Bruegela (starszego).

Brak komentarzy: