środa, 23 kwietnia 2008

Magierski/Tymon - Oddycham smogiem



Czekałem na tę płytę bardzo długo. "Zmysłów pięć" Tymona to dla mnie nie tylko kawał świetnej muzyki (by nie rzec, po młodzieżowemu, "wyjebistej"), ale też masa wspomnień i po prostu sentyment ogromny dla owej płyty mam. Na wieść o tym, że Tymon zasiądzie z Magierą i powstanie "refleksyjna płyta, nawet w klimatach downtempo", to się ucieszyłem, ale to "downtempo"... Ale płyta już jest i od pierwszej do ostatniej minuty jest wprost cudnie. Nie będę grał napięciem, bawił się w kotka i myszkę, analizował i rozbierał - nie. Ta płyta wymiata. Na takie bity się czeka - gdzie perkusja to nie jakieś tam umyck-umcyk do rytmu, ale żywe, pulsujące stworzenie, gdzie smaczki tworzą po prostu pejzaże muzyczne, po których można wręcz spacerować i wreszcie - są one na tyle wysmakowane, by nie zgubić nas w gąszczu bogactwa dźwięków. Tyle o warstwie muzycznej - były wodotryski, teraz czas na ... No właśnie. Tymon z racji swej przypadłości znów nie umieszcza słów z literką "r", więc nie mógłby powiedzieć, że "tę płytę sponsorowała literka 'r'", ale może powiedzieć , że "tę płytę sponsorowała literka 'm' - jak 'myślenie'". Teksty są naprawdę przemyślane i oprócz standardowej opowieści o miejskich paranojach (heh, któż ich nie ma?) funduje nam romans w stylu retro ("Chciałbym cię spotkać"), niepokoje klasy pracującej ("Hipis"), wycieczkę do biura rzeczy znalezionych ("Biuro" - co za puenta!), czy cudowną zabawę słowem w "Detoxie". Po tej wyliczance, w której wymieniłem prawie wszystkie utwory z płyty czas na łyżkę dziegciu. Czuję niedosyt, wiem, że to bardziej EPka, aniżeli pełnoprawny album, ale jednak... Tymon i Magiera (a także Mały72 i Igor Pudło ze Skalpela, którzy maczali palce w produkcji) pokazali, że polski hip-hop AD 2008 ciągle może intrygować i paranoje życia w mieście to wciąż płodny temat, ale kurde, chłopaki! Jakeście się zeszli, to nie trza wam było się tak szybko rozchodzić! Że tak z chłopska zawołam. 9 utworów to jednak liczba niewielka, szczególnie przy możliwościach obu panów... Cudna to płyta, z niedosytem trochę, ale od czego mamy "repeat"?

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

gimi gimi gimi mor gimi mor

ej, można by udowadniać na tym tekście metaforę drożdżów

Ale to co najważniejsze, zachęciłeś do płytki, więc może tę mi choć przyniesiesz, skoro OSTEREM się dzielić nie chcesz?