sobota, 29 marca 2008

The Teenagers - Reality Check



Poprosiłem Kamila Dżej, żeby mi dał ją z paczki od Sonica do posłuchania i ocenienia, bo byłem świadom szumu, jaki robi w mediach muzycznych (typu NME, nie ukrywajmy). I co?
I walczę, się miotam, bo tak - sympatyczny indie-pop (brr, oklepany termin), są "momenty" (Streets Of Paris, czy Homecoming), fajne teksty miejscami ( "I fuck my American cunt", a dzioucha na to : "I love my English romance", słodkie-taka gra: cynik kontra zakochane dziewczę), ale... Taka ejtisowa produkcja (chyba najbardziej w "French Kiss" się objawia), kształt gitar (progresja akordów, etc.) to wtórność, wtórność taka, że inżynier Mamoń się włącza ("Tigermilk" Belle & Sebastian, tak z brzegu choćby). W tym siła albumu, ale audytorium przyzna - co to za siła, gdy jej główne uderzenie polega na epatowaniu znanymi nam schematami? Mam słabość do tej płyciny, bo sympatyczna jest, jak młodsza kuzynka, albo pani w szkole. Znowu zgrzyt - te syntezatory w "III" to słyszałem już tyle razy, że wstyd i hańba, balladki w stylu "End Of The Road" takoż i ciągnąć tak można długo. Jak nie macie czego słuchać, a wiosna idzie i macie ochotę na piosenki - 'Reality Check" trochę umila czas, trochę intryguje, trochę... Z takim "trochę" kończę i odsyłam na majspejsy i inne farmazony, coby się zapoznać z The Teenagers.

Brak komentarzy: