wtorek, 27 stycznia 2009

"My Girls" i literek trochę

Hm i oto pierwszy klip z "Merriweather Post Pavilion" Animal Collective. O tej płycie jeszcze napiszę, ale trudno umieścić ją w ramach semantycznych, for real. Jest, jak już wyczułem po "Strawberry Jam" - nagle wszyscy kochają Animali, a ultraprzychylną recenzję przeczytamy nawet w Przekroju, w sumie skok jakościowy względem promowania Marii Awarii i innych quasi-geniuszy.



Literki:

Powyższa Maria Awaria dostała Paszport Polityki, ale to było do przewidzenia. Z nominowanych najlepiej jawią się mi Pustki, choć też jakieś super nie są. Co do Marii - język i temat kobiecej seksualności jak najbardziej, "rozchylam uda, jestem bezbronna jak Rospuda" - już nie.
Literacko Sylwia Chutnik opaszportowana. Całkiem zgrabna książka, oczywiście Witkowskiemu ustępuje, ale polecam. Szkoda ostatniej historii w książce, bo swoją infantylną ideologią psuje cały "Kieszonkowy atlas kobiet" i jej miejsce jest bardziej w jakimś punkowym zinie, przy wtórze frustracji Polski B. Niestety, "Lód" Dukaja to lektura tak długa, że przy natłoku uczelniano-radiowych spraw jeszcze jej nie przeczytałem. "Radio Armageddon" Żulczyka - jak to Żulczyk, naprawdę dobra, niezobowiązująca lektura, choć chyba gorsza od "Zrób mi jakąś krzywdę". Jego siłą (co dla wielu pop-dyletantów jest wadą) jest urokliwa, popkulturowa intertekstualność. Dla popożerców w sam raz, dla przypomnienia - lajtmotiwem "Zrób..." było "Where is my mind" Pixies, za co doczesny szacun.
A, Dejnarowicza podsumowanie roku:
Strona Trójki
Szkoda, że jeden z najbardziej osłuchanych ludzi w tym kraju wygłasza takie opinie i się trochę marnuje, wchodząc w pretensjonalną abnegację... Chyba żal po chłodnym przyjęciu "Divertimento" wciąż nie wygasł, heh. Mam nadzieję, że jego następne muzyczne myki, nad którymi pracuje, będą lepsze od nudnego i pretensjonalnego "Divertimento". Ma potencjał.

Brak komentarzy: