czwartek, 21 sierpnia 2008

Nas - Untitled



No to "chłopak pojechał". Wszystko - od tytułu (niedoszłego zresztą i tutaj anegdotka, heh - na pewnym cieniznowym polskim portalu muzycznym przeczytałem niegdyś takiego newsa: "Czarnuch Nasa jednak później" - noż kurwa!), poprzez okładkę i liryki jasno wskazują, co nam pan Nasir chciał przekazać. Rasizm, ucisk Murzynów, ich nieciekawa sytuacja w USA, Obama for president - czy Nasowi udało się uniknąć oczywistych pułapek przy takim kalibrze? Trochę zepsuję zabawę i od razu powiem, że połowicznie. Nas nie bez kozery uchodzi za jednego z bardziej inteligentnych rymujących chłopaków z miasta Knicksów, no i ma przy tym kosmiczne flow. Na nowym albumie to flow nakierował głównie na spory cel - są nim Stany Zjednoczone. Dowiadujemy się, że w Ameryce nie ma wolności, jest rasizm, "fuck the police" i tego typu historie, a więc - nihil novi. W świetnym "Sly Fox" obrywa się telewizji i koncernowi Ruperta Murdocha, we "Fried Chicken" mamy ładnie poprowadzoną narrację (z Bustą na ficzuringu) na temat fast-foodów, w "America" Nas maluje niezbyt optymistyczny obraz swego kraju. "N.I.G.G.E.R. (The Slave and the Master)" to w zasadzie apel o prawdziwe równouprawnienie Murzynów, przyznanie im godnego miejsca w historii i społeczeństwie, z naprawdę przejmującym refrenem ("They say we N - I - Double G - E - R/We - are - much more/still we choose to ignore/the obvious./Man this history don't acknowledge us/we was scholars long before colleges"). Pomimo ogólnie ponurego niczym okładka "Illmatic" (ej, dla mnie to jedna z bardziej dołujących okładek w rapie) klimatu jest tu i miejsce na nadzieję. Takie singlowe "Hero", choćby - Pollow Da Don popuścił cugli i dosyć futurystyczny bit Nas zapełnił naprawdę niezłymi zwrotkami. Drugim takim kawałkiem byłby dla mnie "Black President", czyli oczywista nadzieja, że dzięki Obamie poprawi się sytuacja. I tutaj pojawia się kwestia, która dla niektórych będzie minusem tej w gruncie rzeczy dobrej płyty - jest ona bardzo ideologiczna i o wyraźnym sznycie politycznym (antyrepublikańskim, pro - Obamowskim). Wiadomo jedno - albumy polityczne są po jakimś czasie nieaktualne, ale myślę, że akurat Nasir Jones ma na to wyjebane, bo jego poczesne miejsce w historii hip-hopu jest już zapisane i to złotymi zgłoskami. Album zrodzony z frustracji, ewidentnie polityczny (heh, zwróćcie uwagę ile o bitach skrobnąłem - niewiele, a są, hm, "w normie"), ale porządny - Nas poniżej pewnego (czarny pas w rapie, he) poziomu nie zjedzie. A na Pitchforku są rasiści i pewnie zagłosują na McCaina, bo dali "Niggerowi" a.k.a. "Untitled" 3.8 .

1 komentarz:

Anonimowy pisze...
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.