czwartek, 10 lipca 2008

Lenistwo...

Wakacje, lenistwo etc.... Powalające We vs. the Shark, świetne nowe Girl Talk (jak mi się zachce, to walnę reckę hehe), wymiatający Carter Trzeci Weezy'ego, Gural dający radę, a tak poza tym... Pomyslałemn że jakoś Openera podsumuję, o.
Nie będę wymieniał po kolei każdego i wyliczał fajne-niefajne, bo to nuda i ogólnie rzygowiny, za to skupię się na highlightach:
Jay - Z : rozwałka! Zestaw hiciorów (m.in. 99 Problems, Roc Boys, Hardnock Life, Encore, IZZO), przeplatanych dodatkowo popiszczem (Umbrella hehe), mistrzowscy bębniarze, świetna sekcja dęta, po prostu Hova przyjechał, rozjebał towarzystwo i wyszedł. Koncert bez bisów, zostawiający ze szczeną na podłodze i zdrowym niedosytem.
Roisin Murphy: Głos! Niesamowite warunki wokalne, świetny set (Ruby Blue i Sow Into np.), show przednie (przebieranki, tańce i hulanki) i wizualna oprawa - występ po prostu świetny.
Fischerspooner: electro teatr, rozśpiewany, roztańczony, nietuzinkowy, nieobesrany własną "wielkością" (Interpol, Massive Attack- please stand up). Casey jest wokalistą, um, średnim, ale jego wyczyny na scenie (jak i całego zespołu) - to było coś. Dla nieobeznanych - odpalcie album "Odyssey" i miejcie coś z życia.
No i nagroda specjalna - Fujiya & Miyagi. Takie granie lubię. Matematyka, ale mniej epicka niż Battles. To nie walka o Nobla, ale akademicy znad ciężkich równań i za to piona. Za kostki na ekranach też.
O polskich zespołach nie będę pisał dużo, bo i nie ma o czym - jedynie Ścianka trzymała poziom ze swoimi panplanetowymi noisami. Muchy żenada (najebany Wiraszko absolutnie nie daje rady), scenę Young Talents po usłyszeniu zespołu Ziemianie omijałem szerokim łukiem (choć jakieś lepsze momenty na tej scenie były).
Organizacja ok, Erykah w nocy nie ok (choć to wynikło z obiektywnych okoliczności, o 19 pewnie trafiłaby do highlightów, a tak to koło 2 ja trafiłem do autobusu), czyli wyjazd udany, reasumując.

Brak komentarzy: