sobota, 17 maja 2008

Renton - Take Off



Od dłuższego czasu możemy z radością przyglądać się, jak baraszkują trendy normalności w kojcu zafajdanym przez alternatywę spod znaku Pidżamy Porno i innych tego typu Happysadów. Wreszcie zamiast jakiś aksjologicznych masturbacji słyszę teksty bez spinek, z luzem i polotem. Ta płyta tę tendencję potwierdza. Oczywiście, nie jest jakaś przezajebista, nie jest szczególnie odkrywcza, czy świeża. Słychać post-punk, słychać klasyczny gitarowy indie-pop. W zasadzie mankamentem tej płyty jest jej rozstrzelenie stylistyczne, jakoś mało jest tych post-punków, mało garażowych brudów, za dużo lśniącego lakieru, a i nawet dwie balladki (ok, coś w rodzaju balladek). Drażnić może maniera Karwowskiego, który czasami popada w stany zbliżone do wycia, ale tylko czasami i wokalnie to ja jestem "za" przy tej płycie. W sumie "Take Off" to równo wysmażony stek, jeszcze tłuszczyk skwierczy, ale highlighty są. "Hey Girl" to wiadomo, klasa (na forum blazerów porcysiowych głosy jakoby Renton był "one hit wonder", lol), singlowe "Walk Aside" fajnie się rozwija, "3 Days" też się wybija. Odnośnie tego rozwijania: wiele kawałków na płycie zaczyna się dosyć przeciętnie, przeciętnie trwa i oto hyc! i pojawia się jakiś ciekawy motyw, który nadaje trochę bardziej intrygujących barw Bladym Twarzom. Reasumując: "Take Off" dobrze się słucha, fajnie się nuci, sympatycznie po prostu jest, rozbrajająco banalnie i o to chodzi.

Brak komentarzy: